Unia Europejska zrobiła kolejny krok w stronę umowy handlowej z krajami Mercosur (Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj). Podczas głosowania na poziomie ambasadorów państw UE w Brukseli większość krajów poparła decyzję, ale kilka państw powiedziało „nie”, a jedno wstrzymało się od głosu.
Jak głosowały państwa UE?
Wynik był jasny: 21 państw „za”, 5 państw „przeciw”, 1 państwo wstrzymało się.
Państwa, które głosowały przeciw
- Polska
- Francja
- Irlandia
- Węgry
- Austria
Państwo, które wstrzymało się od głosu
- Belgia
Państwa, które głosowały za
„Za” opowiedziały się wszystkie pozostałe kraje UE, czyli:
Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Grecja, Hiszpania, Holandia, Litwa, Luksemburg, Łotwa, Malta, Niemcy, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Szwecja, Włochy.
Dlaczego część Państw mówi „nie”?
Sprzeciw koncentruje się głównie wokół rolnictwa. Przeciwnicy wskazują na obawy o konkurencję cenową (m.in. w sektorze mięsa i produktów rolnych), różnice w standardach produkcji oraz presję na europejskich producentów. W tle są też napięcia polityczne i protesty rolników w części państw UE.
Dlaczego rolnicy mówią „STOP Mercosur”? Główne argumenty
Rolnicy podkreślają, że spór o umowę UE–Mercosur nie dotyczy „samego handlu”, tylko zasad gry. Ich zdaniem porozumienie otwiera drzwi dla tańszych dostaw żywności z Ameryki Południowej, które mogą uderzyć w opłacalność produkcji w Unii – szczególnie w sektorach wrażliwych, takich jak wołowina, drób, cukier czy część przetworów. W praktyce chodzi o ryzyko spadku cen skupu i presję na gospodarstwa, które już dziś działają na niskich marżach.
Drugim, równie mocnym wątkiem jest kwestia standardów. Protestujący wskazują na „nierówne wymagania”: europejskie rolnictwo podlega restrykcjom dotyczącym środków ochrony roślin, antybiotyków, dobrostanu zwierząt czy zasad środowiskowych, a import – ich zdaniem – może powstawać w systemach, które tych samych rygorów nie spełniają. Stąd częsty postulat tzw. „lustrzanych klauzul”, czyli zasady: jeśli coś jest zakazane w UE, to produkt wytworzony z użyciem takich praktyk nie powinien trafiać na unijny rynek.
Rolnicy dodają też argument o kontroli i przejrzystości. Domagają się pełnej identyfikowalności pochodzenia surowców i jasnych mechanizmów reagowania, gdy import zacznie realnie destabilizować rynek. W tle powraca temat klauzul ochronnych: jeśli pojawi się nadpodaż i gwałtowny spadek cen, reakcja – według protestujących – musi być szybka i automatyczna, a nie uruchamiana dopiero wtedy, gdy szkody są już nieodwracalne.
Co dalej z umową UE–Mercosur?
To głosowanie nie kończy sprawy – otwiera drogę do kolejnych formalnych kroków w UE. Temat będzie dalej procedowany w instytucjach unijnych, a jednocześnie pozostanie przedmiotem politycznych negocjacji i sporów między państwami członkowskimi.
Co to może oznaczać dla Polski i Warszawy?
Dla mieszkańców dużych miast (w tym Warszawy) dyskusja zwykle sprowadza się do dwóch pytań: czy zmienią się ceny i czy utrzymają się standardy. Zwolennicy umowy podkreślają potencjalne korzyści dla handlu i większy rynek zbytu, a przeciwnicy – ryzyko uderzenia w europejskie rolnictwo i spory o zasady. Polska znalazła się w grupie państw, które zagłosowały przeciw, więc można się spodziewać, że dyskusja w kraju będzie jeszcze długo gorąca.






























