Przez ostatnie lata Warszawa przyspieszyła niemal w każdej dziedzinie życia. Jedzenie przyjeżdża w kilkadziesiąt minut, zakupy spożywcze można zamówić bez wychodzenia z domu, a wiele urzędowych spraw załatwia się dziś w kilku kliknięciach. Do niedawna brakowało jednak jednego, zdaje się ostatniego, elementu: szybkiego dostępu do produktów drogeryjnych i aptecznych wtedy, gdy są naprawdę potrzebne. I właśnie jesteśmy świadkiem tej zmiany.
Efekt pandemii COVID-19 był jednym z głównych momentów przełomowych, który przyspieszył zmiany w codziennym życiu i pracy mieszkańców dużych miast. W połowie 2020 r. praca z domu stała się normą, a nawet po złagodzeniu ograniczeń elastyczne modele utrzymały się w praktyce — dziś coraz więcej osób korzysta z hybrydowych form pracy, łącząc czas w biurze z pracą z domu. Według badania Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej, około 1/3 pracowników w największych miastach Polski wykonuje swoje obowiązki w modelu hybrydowym, a niemal połowa Polaków deklaruje preferencję dla takiej formy pracy.
Ta większa autonomia w organizowaniu dnia sprawiła, że wzrosło zapotrzebowanie na rozwiązania, które pozwalają załatwić „małe sprawy” szybko i bez dodatkowego wysiłku — w tym błyskawiczne dostawy produktów aptecznych i drogeryjnych prosto pod drzwi.
Codzienność na wysokich obrotach
Istnieje wiele sposobów, aby dzień nie poszedł po myśli warszawiaka. Spotkania przeciągają się do późna, dzieci wracają z przedszkola z katarem, trening wypada nagle po pracy, a lista rzeczy do kupienia nieustannie rośnie. W teorii zawsze jest gdzie wyskoczyć, ale oznacza to korki, kolejki i stratę czasu, którego i tak brakuje.
Warszawa wciąż pozostaje jednym z najbardziej zakorkowanych miast w Europie — przeciętny kierowca spędza tu ponad 60 godzin rocznie w zatorach drogowych. To właśnie dlatego nawet krótkie wyjście „tylko po jedną rzecz” coraz częściej przestaje mieć sens. Zamiast planować dodatkowy przejazd przez miasto, warszawiacy zaczynają szukać rozwiązań, które pozwalają domknąć codzienne sprawy bez wychodzenia z domu.
Drogeryjny „brakujący element”. Czyli asortyment Super-Pharm dostępny w popularnych aplikacjach z dostawą błyskawiczną
Jeszcze niedawno produkty takie jak suplementy, dermokosmetyki, akcesoria higieniczne czy drobny sprzęt medyczny pozostawały poza zasięgiem ekspresowych dostaw. Spożywka? Tak. Obiad? Oczywiście. Ale plaster, elektrolity, kosmetyk do wrażliwej skóry albo szczotka do włosów — to wciąż oznaczało wyjście z domu.
Dziś ten schemat się zmienia. Dzięki obecności Super-Pharm w aplikacjach Glovo i Bolt, mieszkańcy Warszawy mogą zamówić szeroki asortyment drogeryjno-apteczny z dostawą pod drzwi — często w czasie krótszym niż dojazd do najbliższej galerii handlowej.
Co trafia do koszyka warszawiaków?
Nie chodzi wyłącznie o „nagłe wypadki”. W koszykach coraz częściej lądują:
- podstawowe akcesoria higieniczne,
- suplementy diety i elektrolity,
- kosmetyki do pielęgnacji twarzy i ciała,
- drobne artykuły medyczne czy sezonowe produkty praktyczne.
W tym kontekście naturalną bazą zakupów staje się marka Life — marka własna Super-Pharm, kojarzona z dobrym stosunkiem jakości do ceny i szeroką ofertą codziennych produktów. Ale co istotne, nie jest ona jedyną opcją. Warszawiacy chętnie łączą produkty Life z innymi markami drogeryjnymi i dermokosmetycznymi dostępnymi w ofercie, traktując szybkie zamówienie jak pełnoprawny, przemyślany koszyk — a nie zakup „na szybko”.
Zakupy dopasowane do rytmu miasta
To, co jeszcze kilka lat temu było wygodnym dodatkiem, dziś staje się standardem miejskiego życia. Szybkie dostawy przestają być luksusem, a zaczynają pełnić funkcję praktycznego narzędzia do zarządzania czasem, zwłaszcza w dużym mieście.
Dla Warszawy, która od dawna funkcjonuje w trybie przyspieszonym, dostęp do drogeryjnych i aptecznych zakupów w aplikacji to po prostu kolejny krok w stronę wygody. Bez rewolucji, bez wielkich deklaracji — raczej jako naturalne domknięcie miejskiego ekosystemu usług.
Bo w mieście, które naprawdę nie ma czasu, liczy się jedno: żeby nawet najmniejsze sprawy dało się załatwić wtedy, gdy są potrzebne — a nie wtedy, gdy akurat jest na to przestrzeń w kalendarzu.






























