Kilka elementów eventu firmowego natychmiast przykuwa uwagę gości, choć rzadko potrafią oni powiedzieć dlaczego. Jedną z nich jest wybór muzyki, a jazz to z reguły najlepsza opcja. Dlaczego korporacje sięgają najczęściej właśnie po ten gatunek muzyczny na bankietach?
Muzyk jazzowy jako dyplomata? Background
W 1956 roku Departament Stanu Stanów Zjednoczonych zaskoczył świat nietuzinkowym pomysłem – Dizzy Gillespie, jazzowy wirtuoz trąbki, poleciał w trasę po Bliskim Wschodzie i Europie Wschodniej jako oficjalny ambasador kulturowy USA.
A przecież raptem trzydzieści lat wcześniej gatunek ten był zakazywany w wielu amerykańskich miastach jako niemoralny, bo kojarzony ze spelunami Nowego Orleanu, nielegalnym alkoholem i równie nielegalnym środowiskiem.
Co się stało później? Muzyka miała według Departamentu USA reprezentować wolność, demokrację i wyrafinowanie Zachodu. Potem w trasę po Dizzym pojechał Louis Armstrong, potem Dave Brubeck — wszyscy jako „Jazz Ambassadors”, artyści wprost finansowani przez rząd Stanów Zjednoczonych.
I to zadziałało. Jazz przestał być muzyką marginesu. Stał się muzyką prestiżu.
Dlaczego jazz nie przeszkadza w rozmowie – czym charakteryzuje się ten rodzaj muzyki?
Gdy jazz już wkroczył na salony, wszystko się zmieniło. Widać to szczególnie w atmosferze panującej na bankietach, na które zaproszono lubiany i grający na żywo zespół muzyczny z Warszawy.
Bo w bankiecie nie chodzi o to, żeby muzyka była „ładna” czy skoczna. Chodzi o to, żeby nie przeszkadzała, a jednocześnie budowała, podkreślała lub zupełnie modyfikowała atmosferę, najlepiej na poziomie podświadomym.
Jazz robi to wyjątkowo dobrze z konkretnego powodu. Dynamicznie buduje napięcia i rozwiązuje je w przewidywalnych, ale nieoczywistych cyklach. Można przy nim rozmawiać, słuchać rozmówcy, analizować, a jednak muzyka dalej istnieje gdzieś na granicy świadomości. Zabarwia nastrój, ale nie pożera uwagi.
Zbyt prosta muzyka drażni i nuży, skomplikowana przeszkadza, za głośna irytuje, a przesadnie cicha niekiedy prowadzi do kłopotliwej ciszy w rozmowie. Jazz jest dokładnie pośrodku.
Muzyk jazzowy, którego nie zastąpi żadna playlista
Algorytm i muzyka sącząca się z głośników nie wie, co dzieje się na sali. Jednak dobry zespół jazzowy z Warszawy już tak.
Momentami rozmowy przy stolikach gęstnieją, a sala żyje własnym rytmem. Doświadczony muzyk to wyczuwa i zauważa: gra spokojniej, pozostawia więcej przestrzeni, oddycha razem z pomieszczeniem. Kiedy aperitif się kończy i goście się rozluźniają, tempo subtelnie wzrasta. Nie da się nad tym zapanować żadnym algorytmem.
Dlatego firmy, które raz postawiły na żywą muzykę, rzadko wracają do tej płynącej z głośnika. Nie dlatego, że tak wypada i że muzycy fajnie wyglądają na fotografiach, ale dlatego, że goście zostają dłużej, rozmawiają swobodniej i wychodzą ze wspomnieniem wspaniałego wieczoru, który miał w sobie coś wyjątkowego.
Prestiż, który nie wymaga tłumaczenia
Kennedy uruchomił jazzową lawinę; wprowadził się do Białego Domu w 1961 roku i rozpoczął swoje urzędowanie od zapraszania jazzmanów na oficjalne wieczory. Gala w Białym Domu z jazzem w tle – trudno o klarowniejszy sygnał, który świat odebrał bez zakłóceń. Jazz stał się wizytówką elegancji.
Jazz nie kojarzy się z dyskoteką, nie kojarzy się z weselem, nie kojarzy się z windą ani zakupami w dyskoncie.
Jazz niesie ze sobą obraz miejsc, które mają klasę:
- ekskluzywna restauracja;
- lobby dobrego hotelu;
- prywatna kolacja w wąskim gronie;
- bale z osobistościami z najwyższych sfer.
Kiedy firma sięga po zespół jazzowy na swój bankiet, to bezwiednie wysyła gościom sygnał, zanim ktokolwiek wygłosi pierwsze przemówienie. A sygnał ten jasno mówi: przywiązujemy wagę do szczegółów i wiemy, jak powinien wyglądać dobry wieczór.
Goście to zapamiętują
Wielu organizatorów eventów rozmyśla przed ostatecznym terminem o tym, co goście zapamiętają z danego wieczoru. Jedni biorą pod uwagę catering, inni wystrój, a jeszcze inni – ciekawe przemówienie prezesa.
Ale jest coś, co wpada w pamięć na poziomie emocjonalnym, a nie intelektualnym: nastrój wieczoru. Poczucie, że ten wieczór był inny niż inne i że było w nim coś, co sprawiło, że chciało się zostać. To muzyka. I wbrew pozorom mnóstwo osób nie umie jej wskazać jako bezpośrednią podstawę dobrego samopoczucia.
I właśnie w tym tkwi siła jazzu.






























